Szukaj:


Środa, 22 Listopada 2017



Kontrowersje

Przewaga kontraktowa czy polityczna?


30 listopada 2016 r. Sejm uchwalił ustawę o przeciwdziałaniu nieuczciwemu wykorzystywaniu przewagi kontraktowej w obrocie produktami rolnymi i spożywczymi. Przepisy, które prawdopodobnie wejdą w życie w połowie przyszłego roku, mogą napsuć wiele krwi zarówno handlowcom, jak i dostawcom, a także pogorszyć stosunki między nimi, mimo że w założeniach pomysłodawców miały je uzdrowić. 

Rządowy projekt ustawy o przewadze kontraktowej opracowany w Ministerstwie Rolnictwa i Rozwoju Wsi zjednoczył środowisko handlowe. Przeciwko planowanym regulacjom protestowali zarówno operatorzy dużych sieci, jak i mniejsi detaliści. Jednogłośnie sprzeciwiały się im też różne organizacje handlowe, m.in.: Polska Izba Handlu, Polska Organizacja Handlu i Dystrybucji oraz Forum Polskiego Handlu. Najczęściej powtarzanymi argumentami były te o stygmatyzowaniu środowiska handlowego i asymetryczności proponowanych przepisów – katalog nieuczciwych praktyk skupia się głównie na nabywcach, a więc detalistach, i pomija np. takie praktyki, jak wstrzymywanie dostaw czy przerzucanie na sklepy ryzyka, związanego z obrotem produktami o krótkim terminie ważności.

Prawo kontra obyczaje
W intencji twórców nowe przepisy mają doprowadzić do wyeliminowania nieuczciwych praktyk handlowych na każdym etapie łańcucha dostaw, 
np. stosowania wydłużonych terminów płatności czy tzw. opłat półkowych, i umożliwić skuteczną walkę z wykorzystywaniem pozycji przez silniejszych graczy rynkowych. Tyle teoria. W praktyce, zdaniem wielu przedstawicieli świata handlu, ustawa może spowodować destabilizację rynku spożywczego w Polsce i zaowocować falą donosów. W świetle przyjętych regulacji każdy przedsiębiorca, który będzie miał poczucie, że zetknął się z wykorzystywaniem przewagi kontraktowej, może zgłosić to do UOKiK. Fakt, że właśnie do tego urzędu, to kolejny punkt krytykowany przez środowisko handlowe. Do innych należy znaczny stopień niejasności niektórych zapisów, czego efektem może być trudność w stwierdzeniu, czy w grę wchodzi złamanie przepisów prawa, czy jedynie dobrych obyczajów.

W rozumieniu nowych przepisów z przewagą kontraktową mamy do czynienia, gdy nabywca lub dostawca nie ma wystarczających możliwości nabycia lub zbycia towarów i zauważalna jest duża dysproporcja w potencjale ekonomicznym na korzyść jednej ze stron. Do kluczowych przypadków, w których będzie można mówić o stosowaniu przewagi kontraktowej, zaliczono nieuzasadnione rozwiązanie umowy lub wydłużanie terminów płatności za produkty, uzależnienie zawarcia lub przedłużenia umowy od przyjęcia lub spełnienia przez jedną ze stron innego świadczenia, które nie ma związku z przedmiotem umowy, a także przyznanie tylko jednej ze stron uprawnień do rozwiązania umowy, odstąpienia od niej lub jej wypowiedzenia.

Dotkliwe kary
Obawy i wątpliwości budzi także wysokość przewidzianych w ustawie kar oraz szerokie kompetencje prezesa UOKiK w tym względzie, który będzie mógł nałożyć – zarówno na kupującego, jak i sprzedającego produkty spożywcze bądź rolne i to nawet w przypadku nieumyślnego naruszenia zakazu nieuczciwego wykorzystania przewagi kontraktowej – karę finansową w wysokości do 3 proc. obrotu osiągniętego w ostatnim roku obrotowym przed nałożeniem kary. Co więcej, w przypadku utrudniania postępowania (np. nieprzedstawienia żądanych informacji lub wprowadzenia w błąd) przedsiębiorca musi liczyć się z możliwością nałożenia na niego kary do… 50 mln euro, zaś każdy dzień opóźnienia w wykonaniu decyzji UOKiK może kosztować go nawet 10 tys. euro.
Nowe regulacje będą stosowane w przypadkach, w których łączna wartość obrotów między nabywcami i dostawcami produktów – w roku wszczęcia postępowania lub w którymkolwiek z dwóch lat poprzedzających jego wszczęcie – jest wyższa niż 50 tys. zł
oraz gdy roczna wartość obrotów nabywcy lub dostawcy, któremu zarzuca się nieuczciwe wykorzystanie przewagi kontraktowej, przekroczyła w roku poprzedzającym postępowanie 100 mln zł.

Bez odzewu
Projekt trafił pod obrady Sejmu 25 lipca. Cztery miesiące dyskusji, w czasie których przedstawiciele środowiska handlowego wielokrotnie zgłaszali propozycje zmian oraz sygnalizowali potencjalne negatywne konsekwencje wprowadzenia przepisów w obecnej formie, w żaden sposób nie przełożyły się na zmodyfikowanie regulacji zgodnie z sugestiami praktyków rynku. Przeciwni przepisom w obecnym kształcie byli także przedstawiciele partii opozycyjnych, które w sumie zgłosiły blisko 30 poprawek. Ustawa przeszła jednak bez uwzględnienia którejkolwiek z nich. Cel był szlachetny: zagwarantowanie równowagi kontraktowej i wyrównanych warunków działania na rynku. Rzadko jednak utopijne założenia sprawdzają się w twardych realiach ekonomicznych.
Urszula Chojnacka

Wolnoamerykanka


Zdaniem Krzysztofa Borżoła, adwokata z Kancelarii Chałas i Wspólnicy, projekt ustawy ma wiele mankamentów. Przede wszystkim jest mało precyzyjny, a to rodzi obawy o dowolność interpretacji zawartych w nim zapisów.

Najwięcej kontrowersji budzą takie sformułowania, jak działanie sprzeczne z dobrymi obyczajami czy naruszenie istotnego interesu strony. Ustawodawca dopiero w uzasadnieniu projektu potwierdził, że w głównej mierze chodzi o tzw. opłaty półkowe. W samym projekcie można tej definicji ze świecą szukać. Opłatą półkową w różnych postaciach i nazewnictwach posługuje się wiele sieci handlowych i czy w takim przypadku – skoro jest to wieloletnia praktyka – będzie mowa o naruszeniu dobrych „utartych” już obyczajów, czy też zwyczajowego związku z przedmiotem umowy 
(art. 7 pkt 3 ust. 3 projektu)?

Oczywiście, jak wskazuje sam ustawodawca, już na podstawie obowiązujących przepisów można wymuszać na stronach pewne zachowania rynkowe. W myśl ustawy o terminach zapłaty w transakcjach handlowych można np. żądać, żeby wynosił on maksymalnie 60 dni. Jednak już w chwili obecnej kontrahenci godzą się na dłuższe terminy, obawiając się pogorszenia relacji i utraty klienta. Dlatego, jeżeli projektowane przepisy wejdą w życie, od decyzji prezesa UOKiK będzie zależał poziom jego ingerencji w zapisy kontraktowe.

Wiele organizacji handlowych zwraca uwagę przede wszystkim na dużą ogólnikowość zapisów w zestawieniu z wprowadzonymi karami do 3 proc. rocznych przychodów firmy za ich naruszenie, i to bez względu na to, czy nastąpiło ono umyślnie, czy też nie. Brak katalogu zamkniętego przypadków naruszenia budzi po obu stronach obawy, że nastąpi duża uznaniowość urzędu przy stosowaniu ustawy.

Na podstawie samych jej zapisów trudno ocenić, czy proponowane regulacje przyniosą korzyści. Wszystko zależeć będzie od tego, jakie stanowisko zajmie prezes UOKiK i jakie działania będą podejmowane w celu zapobieżenia nieuczciwym zachowaniom rynkowym. Przypomina to trochę prawo amerykańskie, gdzie precedensy budują praktykę. Jednak na gruncie prawa polskiego raczej nie o to chodziło ustawodawcy.

Ustawa o przewadze kontraktowej – komentarze ekspertów


Marzena Gradecka,
właściciel PGD, członek zespołu 
roboczego przy 
parlamentarnym 
zespole 
ds. patriotyzmu 
gospodarczego

Mimo że reprezentuję grupę tzw. sklepów tradycyjnych, które jako najsłabsze ogniwo rynku teoretycznie nie powinny czuć się zagrożone zapisami tejże ustawy, jestem jej zdecydowanym przeciwnikiem. Uważam, że nie będzie ona stymulowała do rozszerzania strefy dobrych praktyk w handlu, a wręcz przeciwnie. Będzie podstawą do rozszerzania strefy praktyk złych.

Ustawa ma zapisy i regulacje miękkie, dające duże pole do interpretacji. W zasadzie po jej uchwaleniu więcej jest pytań niż odpowiedzi. Wydaje mi się, że wprowadzi chaos oraz da urzędnikom narzędzia, z których będą korzystać w sposób trudny do przewidzenia.

A handel, w szczególności wielki, i tak będzie handlował tym, czym będzie chciał i z tym, z kim będzie chciał. Nie ma w gospodarce wolnorynkowej możliwości narzucania właścicielowi tego co, od kogo i za ile mam mieć na półce. Obawiam się również, że wzrośnie zainteresowanie sieci importem, co mogą boleśnie odczuć ci, których ustawa teoretycznie ma chronić.

Trudno powiedzieć, na ile wdrożenie nowych zasad będzie odczuwalne dla właścicieli sklepów. Mogę sobie wyobrazić każdy scenariusz – od bezradności UOKiK, czyli egzekutora ustawy, którego środowisko handlowe od lat piętnuje za brak skuteczności, do totalnego chaosu, gdzie każdy każdego zgłasza do urzędu, oczekując wszczęcia procedury.




Maciej Ptaszyński,
dyrektor generalny 
Polskiej Izby Handlu


Ustawa, w założeniu jej twórców, ma chronić polskich producentów przed wykorzystywaniem przez międzynarodowe sieci sprzedaży, jednak jej autorzy nie widzą, że rynek żywności w wielu kategoriach jest już zdominowany przez kilka firm, w większości należących do zagranicznych koncernów. Tymczasem dystrybucja żywności pozostaje w dużo większym stopniu rozdrobniona. Powoduje to olbrzymią dysproporcję, która w świetle nowej ustawy zostanie jeszcze powiększona.

Uważamy, że anonimowe zgłoszenia wykorzystywania przewagi kontraktowej przez sieci handlowe mogą doprowadzić do wypchnięcia z rynku i w konsekwencji bankructwa mniejszych producentów. Duże podmioty, aby zminimalizować ryzyko, będą chciały podpisywać umowy z firmami spożywczymi podobnej wielkości, by uniknąć potencjalnego zagrożenia skarżenia ich.
Jeżeli pojawiają się zachowania wykraczające poza przyjęte powszechnie reguły współpracy – należy je piętnować i przeciwdziałać pojawianiu się ich w przyszłości. Kwalifikowanie jednak w zasadzie wszystkich zapisów kontraktowych jako naruszających równowagę współpracy jest niecelowe i szkodliwe tak dla odbiorców, jak i producentów, a w dłuższej perspektywie czasowej także dla konsumentów.

Sformułowania użyte w ustawie są na tyle niejednoznaczne, że nie pozwalają na precyzyjne określenie, w którym momencie dochodzi do stosowania niedozwolonych działań. Autorzy projektu pozostawiają prezesowi UOKiK swobodę w ustaleniu znaczenia pojęć nieostrych oraz samodzielne tworzenie katalogu dobrych obyczajów wymiany handlowej w branży rolno-spożywczej. Powyższe należy uznać nie tylko za naruszenie ogólnej kompetencji organów administracji, ale za wypaczenie idei wypracowania poprawnych relacji handlowych pomiędzy przedsiębiorcami.